Ostatnio w związku ze sprawą zespołu L-Dópa (była El Dupa) i wytwórni płytowej SP Records znów zrobiło się głośno na temat DRM na rodzimym rynku. Najnowszy album zespołu jest zabezpieczony w taki sposób, że niemożliwe jest jego odtworzenie na komputerze (przynajmniej w teorii). Zarazem wytwórnia obiecuje, że udostępni piosenki w sklepie internetowym, dla tych którzy chcę ich słuchać na komputerze. Oczywiście w stratnym formacie i zabezpieczone technologą DRM (nie wiadomo jeszcze jaką).
Zastanawiam się co należy zrobić, żeby przekonać takich artystów i takie wytwórnie, że strzelają sobie gola do własnej bramki. Czy inicjatywy takie jak Lista Muzyków promujących DRM i Lista Muzyków promujących Wolną Kulturę mają sens i mogą dotrzeć do wytwórni? Czy należy bojkotować czy próbować "leczyć"? I co mają właściwie zrobić fani artystów zabezpieczających w ten sposób swoje utwory?
Ja ze swojej strony po prostu nie kupuję płyt w ten sposób zabezpieczonych -- przeżyję bez tego. Ale jak mają zachować się prawdziwi fani? Kupuć płytę a następnie przełamać zabezpieczenia (nielegalnie?) lub też ściągnąć niezabezpieczoną muzykę z Internetu? A może moralne byłoby w takim wypadku płyty nie kupować i o prostu ściągnąć wersję niezabezpieczoną, skoro nie można takiej legalnie nabyć w żadnym sklepie?
Pozostawiam temat do dyskusji.